Przegladaj obiekty z regionu:

Legendy piwniczańskie

SKARB NA PISANEJ HALI

Było to bardzo dawno temu, bo mój tata słyszał, jak opowiadał o tych skarbach jego dziadek czyli mój pradziadek.

                Gdzieś na Pisanej Hali było tajemne wejście do jaskini,  z której można było dojść korytarzami aż do Nowego Sącza, a inni mówili że do Nawojowej do pałacu hrabiego. Nie wiem ile w tym prawdy ale tak mówili. Mówili też że w tej jaskini jest pełno skarbów złota, pieniędzy i jakichś kamieni które się pięknie świecą. Ludzie mówili o tych skarbach, wielu śniły się nocami, wielu kombinowało jak się do nich dostać. Każdy słuchał opowieści żeby dowiedzieć się jak się tam dostać i kiedy się jaskinia otwiera. Pewien stateczny ale niezbyt bogaty gazda, Brotoj miał na imię, pomyślał że musi ten skarb zdobyć. Doczekał do Palmowej Niedzieli, założył żelazną obręcz na siebie, poświęconą w trzech króli kredą napisał dziewięć razy święte imiona, pokropił się święcona wodą, przeżegnał i czekał kiedy dzwon w piwniczańskim kościele zadzwoni co będzie znaczyć że idzie procesja z palmami.

                Zaraz jak tylko po hali rozniósł się pierwszy głos dzwonu, skały się rozstąpiły i Brotoj zobaczył prawdziwe dziwy. Skarbów było wszędzie pełno, a w wielkim koszyku siedział na złotych jajach kogut i patrzył dziwnym wzrokiem na chłopa tak że poczuł ciarki na plecach. Przypomniał sobie że procesja się niedługo kończy i jaskinia się zaraz zamknie. Patrzył na te cuda i nie wiedział co zabrać bo kogut cały czas wodził za nim wzrokiem. Rzuciło mu się w oczy berło królewskie które leżało na wierzchu innych skarbów. Złapał za berło i ile sił w nogach wybiegł z jaskini. Miał wielkie szczęście bo dzwony ucichły i wielkie skały przysłoniły wejście do jaskini. Brotoj jeszcze pomyślał – chwała Bogu że zdążyłem uciec bo byłbym już w grobie, a skarb i tak mam bo takie berło to nie byle co.

Tylko to pomyślał, ruszył w drogę powrotna do domu.  Aż tu nagle usłyszał głośny huk, zerwał się groźny wiatr ze wszystkich stron,  dobiegały dziwne dźwięki z lasu. Już się chciał obejrzeć za siebie kiedy przypomniał sobie że niewolno, trzeba iść naprzód. Biegł z góry, potykał się o korzenie i zjeżdżał po trawie rosnącej po halach. Zmęczył się mocno  z tego pośpiechu i strachu. Gdy doszedł na Jarzębaki wiatr przestał wiać, ucichły też huki i piski. Patrzy Brotoj a tu piękne słoneczko, trawka się zieleni, ptaszki śpiewają jak w raju. Odetchnął z ulgą bo dom już blisko. Z tych wielkich przeżyć zachciało mu się do ubikacji. Wbił berło w Kretówkę, zaczął ściągać spodnie ale mu obręcz przeszkadzała. Ściągnął ją i położył na trawie. Aż tu nagle wiatr zawiał raz lecz z taką siłą że Brotoj ledwo się utrzymał na nogach. Spojrzał na kretówkę a tu po berle ani śladu. Przeszukał wszystkie kretówki na pastwisku lecz berła nie znalazł.

- diabli wzięli moje berło- powiedział sam do siebie- a gdzieś z oddali usłyszał chichoty i śmiechy straszliwe. Przeżegnał się krzyżem świętym i zaczął się modlić do Archanioła Michała, który broni człowieka od złego ducha. Wrócił do domu, ale nikomu nic nie powiedział, gdzie był, ani co się stało. Kiedy zaś starsi opowiadali o skarbach i tajnych korytarzach, żegnał się pobożnie i coś szeptał. Jego żona Marcyna, usłyszała raz jak mówił: Odejdź szatanie. A jaskinia na Pisanej Hali zarosła i chociaż inni szukali, jak się do niej dostać, nikt tam już nie wszedł. Wnuki Bratoja opowiadają czasem, o dziadkowej przygodzie, bo stary nie wytrzymał i opowiedział swojemu Jaśkowi jak szukał skarbów. Tak opowiadają do tej pory, ale nie wierzą tą historię. A ja wam mówię, że to najprawdziwsza prawda z tymi skarbami. Tylko trzeba ich szukać długo i cierpliwie – w człowieczym sercu.

 

KICARZ

Dawno temu ludzie opowiadali różne historie o duchach, dziwnych światłach, topielcach i mamunach które zmuszały ludzi do błąkania się po lesie. Natomiast dziadek mego dziadka bardzo lubił opowiadać o rycerzach, zbójach i wielkoludach-olbrzymach które żyły dawno temu.

                Dawno, dawno temu kiedy Piwniczna jeszcze nie istniała, a na jej miejscu rósł ogromny las pełen dzikich zwierząt, przez te lasy i urwiska przedzierali się kupcy ze swoimi wozami, którzy wieźli skarby i bogactwa z Węgier na północ do Morza Bałtyckiego, albo z północy na południe do ciepłego morza, aż do Rzymskiego Cesarstwa.  Wozili wiele cennych rzeczy: bursztyn, skóry, złote pieniądze, biżuterie,  jedwab, aksamit i różnoraką broń. Na te kupieckie wozy czekali zbójnicy którzy rabowali całe dobra nieraz pozbawiając kupców życia. W tamtych czasach żył w okolicach olbrzym, nazywał się Kicarz. Wzbudzał strach gdyż nie przepuszczał nikomu i w swojej skalnej grocie zbierał wielkie skarby, nic nie musiał robić i żyło mu się dobrze. Jednak życie w dostatku znudziło mu się, tak samo jak leniuchowanie i czekanie na kupców. Pomyślał że musi coś zrobić. Dumał dzień, dwa a po tygodniu wymyślił sobie żeby usypać górę ze szczytu której wszystko by widział. Jak pomyślał tak zrobił. Stanął jedną nogą nad Popradem, drugą oparł na Brzanówkach i cały dzień machał a machał, zbierał skały, glinę, kamyczki z rzeki i usypywał górę. Koło południa już zasypał dolinę między potokiem który dziś nosi nazwę Łomniczanka a Popradem, popołudniu góra już sięgała mu do pasa a on nie przerywał pracy. Lecz jak widać wielkoludy też się męczą robotą bo pod wieczór zachciało mu się zdrzemnąć. Popatrzył na to co usypał, przeciągnął się, ziewnął aż się góra zatrzęsła i jeszcze stanął sobie mocno obiema nogami nad Popradem i zasnął tak jak stał. Czy tak się zmęczył robotą, czy z jakiejś innej przyczyny, już się więcej nie obudził. Śpi tak do tej pory i pewnie będzie spał tak do końca świata ten olbrzym co się Kicarzem do dzisiaj nazywa. Szkoda, bo pewnie niejedno by opowiedział o tym co przez te setki a nawet tysiące lat zobaczył. Może by opowiedział o ludziach, którzy z woli króla Kazimierza Wielkiego miasto budowali, którzy tutaj żyli , o czasach które minęły i nigdy już nie wrócą.

 

MAMUNY

Wiecie jak dawniej było?, zupełnie inaczej niż dzisiaj. Ludzie mieli dużo czasu więc wieczorami sobie opowiadali o tym co się dzieje na świecie i wokół nich. Najbardziej lubili rozmawiać o duchach i tym podobnych rzeczach. Albo też straszyło niejednego lub zmuszało do błąkania się po nieznanych miejscach. Mój dziadek szedł raz do mojej siostry, która wyszła za mąż na Bziniakach. Zagadał się ze szwagrem i zrobiło się ciemno.  Wracając skrótem przez Uwrocie do domu nagle uświadomił sobie że chyba zabłądził, za każdym razem gdy chciał skręcić w swoją stronę, coś go odciągało i nie pozwoliło iść drogą. Nikogo nie widział tylko od czasu do czasu słyszał kobiecie śmiechy i piski. Mamuny- pomyślał sobie dziadek i zaczął się modlić, bo mamuny jeśli kogoś dopadły to go wodziły do rana. Ale widocznie źle się modlił, bo mamuny  przywiodły go nad urwisko. Bardzo wielkie urwisko!  Którym zjechał a zjeżdżając potargał całe ubranie. Kiedy oprzytomniał, zobaczył gdzie jest. I co widzi? Cmentarz i wille kolejową , zrozumiał gdzie się znajduje. Pozbierał się,  otrzepał ubranie i poszedł drogą na Borownice. Kiedy doszedł na podwórko to już piały koguty.

 

ŹRÓDŁO : "SKARBY W KICARZY" Legendy i opowieści na motywach piwniczańskich gadek. aut. Maria Lebdowiczowa. Legendy przełożone z języka gwarowego.

Loading
Projekt i realizacja
© 2011-2017 netkoncept.com
skycms

Licznik wizyt:
Dzisiaj: 299, W tym miesiącu: 5480
Wszystkich odwiedzin: 437326
Informacja Turystyczna Piwniczna Zdrój
33-350 Piwniczna-Zdrój, Rynek 11
informacjapiwniczna@o2.pl
tel.: 18 446 83 25
„Sąsiedzka współpraca w promowaniu oraz odkrywaniu walorów i potencjału turystycznego pogranicza Piwniczna-Zdrój - Stara Lubovna". Projekt współfinansowany jest przez Unię Europejską
z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz z budżetu państwa za pośrednictwem Euroregionu „Tatry" w ramach Programu Współpracy Transgranicznej Rzeczpospolita Polska -
Republika Słowacka 2007-2013.